środa, 8 listopada 2017

Trójka listopadowa

Wieki całe nie było stosiku, ściśle rzecz biorąc ze dwa lata może... Książki przybywały tłumnie, ale jakoś zarzuciłam tę tradycję blogową ;-) Teraz też nie będzie stosiku, a tylko pokażę  świeżą porcję z biblioteki, bo złowiłam niezłe sztuki ;-)


Kuczok - wiadomo, pierwsza liga, jeden z moich najulubieńszych pisarzy.
Po książkę Enerlich sięgnę ze względu na ciekawą tematykę i liczne rekomendacje.
Natomiast powieść Hanny Greń skusiła mnie nie tylko okładką (każda okładka bez twarzy dostaje od razu plusa)...
Wiem, że autorka jest niesamowicie fajną osobą, z poczuciem humoru, dystansem do siebie, chciałam przekonać się jak pisze :-) I muszę przyznać, że mam za sobą dopiero 40 stron "Pliszki", ale już ogłaszam, że dopisuję do ulubionych!




niedziela, 5 listopada 2017

Z owieczką i królikiem....

Zapraszam tym razem maluchy na fantastyczną podróż do krainy liczb i kolorów! Towarzyszyć im będą owieczka Leonora i Królik Gustaw.


W bogatej ofercie Naszej Księgarni znajdują się także publikacje skierowane do najmłodszych dzieci. Takich, które nie tylko jeszcze same nie czytają, ale nawet nie są zainteresowane słuchaniem dłuższego tekstu, za to doskonale odnajdują się w oglądaniu, wskazywaniu i nazywaniu elementów umieszczonych na obrazkach. To dla nich przeznaczone są książki typu "picture book", w których aspekt wizualny wysuwa się na prowadzenie, tekst często ograniczony jest do minimum, a historie trzeba sobie opowiedzieć samemu na podstawie obrazków, uruchomiając wyobraźnię. Dziecko myśli obrazem, zatem taka forma znakomicie mu odpowiada. Pozwala na rozwijanie kreatywności, zdobywanie wiedzy, a także wspiera rozwój społeczno-emocjonalny i tworzenie więzi.
"Liczby i kolory" to właśnie jedna z takich propozycji typu "picture book", w której tekst i obraz stanowią integralną całość. Książeczka bardzo ciekawa i oryginalna, albowiem jest dwustronna. Z jednej strony - "Wyprawa przez kolory owieczki Leonory", z drugiej - "Poprzez liczby wyprawa królika Gustawa".
ciąg dalszy:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/978-aleksandra-artymowska-liczby-i-kolory-nasza-ksiegarnia

sobota, 4 listopada 2017

"Dzika" M. K. Piekarska

Coś ostatnio sporo "siedzę" w literaturze dla młodzieży ;-)
Tę powieść przeczytałam już jakiś czas temu, ale dopiero teraz opublikowano recenzję. Lepiej późno niż wcale, ale zażaleń nie wnoszę, najważniejsze, że książka została zaprezentowana.

To wznowienie, dobrze jednak że się powtarza co jakiś czas wartościowe powieści. Zawsze bowiem jest szansa, że znajdą nowe grono odbiorców.

"Dzika" to wciągająca, detektywistyczna opowieść m. in. o tolerancji, przyjaźni, ochronie przyrody.

Nie przedłużając, ad rem:


http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/977-malgorzata-karolina-piekarska-dzika-nasza-ksiegarnia

środa, 1 listopada 2017

"Bardzo biała wrona" Ewa Nowak

Z książkami Ewy Nowak zetknęłam się dość późno, już po studiach, zresztą,gdy ukazała się debiutancka powieść tej autorki, już nie byłam nastolatką. Cieszę się jednak, że je odkryłam, nie znam jeszcze wszystkich, ale powoli "nadrabiam zaległości".
Czytałam "Kiedyś na pewno", "Ogon Kici", "Lawendę w chodakach" i jeszcze coś ( aaa skleroza, nie pamiętam które) z serii "miętowej", z nowszych - "Moją Ananke".
Teraz wpadła mi w ręce "Bardzo biała wrona". Bardzo fajna ona.
Polecam młodzieży w każdym wieku ;-)
Dobrze, że wznawiają tę serię ( choć nie po kolei, ale to bez różnicy). Ciekawe okładki, takie poważniejsze, intrygujące.

A tu link, bo jak zazwyczaj piszę recenzje "na wynos":
http://zycieipasje.net/2017/11/01/bardzo-biala-wrona-ewa-nowak-recenzja/

poniedziałek, 30 października 2017

"Kapelusze doñi Nicanory" K. Hawkins

Prószyński i S-ka 2010

To nie będzie recenzja, raczej notatka.

Październikowe zadanie ejotkowego wyzwania "Pod hasłem" wymagało od uczestników lektury książki z obcojęzycznym słowem w tytule. Już wydawało mi się, że nic takiego nie znajdę, ewentualnie skorzystam z zasobów biblioteki, gdy przypomniałam sobie o "Kapeluszach doñi Nicanory" Kirstan Hawkins.

Typowy "półkownik". Kupiłam ją kilka lat temu (czy raczej wybrałam w ramach wygranego bonu, tak coś mi świta...), bo mnie zaciekawił, zauroczył opis. W natłoku książek nie przeczytałam jej od razu, ciągle odkładałam, jak wyjątkowy smakołyk na specjalną okazję. Niestety, gdy się za nią zabrałam, czar prysnął. Zupełnie mnie ta powieść nie ujęła, nie zaciekawiła. Porzuciłam ją dla innych lektur, w tym biografii, która okazała się pasjonująca. Wróciłam, przebrnęłam, bez entuzjazmu, ziewając.

O czym to?
O małym, zabitym dechami miasteczku  Valle de la Virgen, ulokowanym na odludziu, wśród dżungli i bagien oraz jego nietuzinkowych, często ekscentrycznych mieszkańcach.
Tytułowa Nicanora jest wdową, ma trójkę dzieci, w tym dorosłego syna ( z Ernesto jest niezły huncwot i obibok), ma dar przewidywania przyszłości, marzy o założeniu sklepu z kapeluszami. Don Bosco, lokalny golibroda, żyje wspomnieniem uczucia i odmowy oświadczyn sprzed lat. Zaskoczony zmianą zachowania i prośbą ukochanej kobiety, wybiera się w podróż.
Artur, lekarz w nowo wybudowanej klinice nudzi się, na rynku przesiaduje zaś Gringito, hipis, cudoziemiec, dziwak, stołujący się za ciężkie dolary u Nicanory. Burmistrz chce dokonać w niemrawym, zapomnianym miasteczku zmian, rozruszać je jako atrakcję turystyczną... To jeszcze jednak nie wszystkie postaci tej zakręconej historii, w której występują tajemnicza figura Matki Boskiej i komputer ;-)
O marzeniach, uczuciach, podążaniu własną ścieżką, takie tam...

Zgodnie z  opisem na okładce miała to być  urocza, słodka, zabawna, ciepła opowieść rodem realizmu magicznego. Nie czułam tego wcale. Porównywać z Marquezem to mocne nadużycie.
Jakoś nie było mi po drodze z wychwalanym humorem i groteską "Kapeluszy..."
Jedyne, co chcę podkreślić, to nietypowy klimat, coś w nim jest baśniowego,  nieokreślony czas akcji, takie "wszędzie i nigdzie", miasteczko uniwersalne, ze swoim ryneczkiem, swoją gromadką stałych bywalców u fryzjera i na piwku.

Autorka studiowała antropologię, to jej powieściowy debiut. Nie mam pojęcia, czy napisała coś jeszcze. Nie jestem już zainteresowana.

Liczyłam na coś zupełnie innego, rozczarowałam się. I to nie tak, że powieść jest zła, po prostu nie trafiła do mnie.

Przeczytana w ramach "Pod hasłem".

czwartek, 26 października 2017

Dostojewski - zawsze i wszędzie!

Czasami, kiedy mam dość szeroko promowanych a dość przeciętnych "bestsellerów" oraz fejsbookowych gównoburzy na różne tematy ( nie tylko okołoksiążkowe), powtarzam, że wolę usiąść w kącie i poczytać Dostojewskiego.
Sięgając po klasykę mam poczucie, że wracam na właściwe tory i odzyskuję harmonię.
Dlatego też nie potrafiłam pominąć wydanych przez MG "Wspomnień z martwego domu" i szczerze- miałam je tylko przejrzeć, bo przecież kiedyś je czytałam ( w starym wydaniu, w innym tłumaczeniu), ale zaczęłam czytać i... wsiąkłąm.
I nic to, że wydanie okrojone.
I tak warto zapoznać się z prozą Dostojewskiego, a szczególnie z "Zapiskami z domu umarłych" vel "Wspomnieniami z martwego domu".
To znakomite studium psychologiczne, pełne wnikliwych obserwacji nad charakterem i kondycją psychiczną człowieka, źródło trafnych spostrzeżeń i dojrzałych refleksji. Dostojewski jest w tym mistrzem.

Moja recenzja opublikowana została tutaj:
http://zycieipasje.net/2017/10/11/wspomnienia-z-martwego-domu-f-dostojewski-recenzja/

Follow by Email